[APH] Zagadka Cherry England (France/England)

Arthur bardzo lubił deszczową pogodę panującą w Londynie, ale od czasu do czasu wybierał się w odwiedziny do swoich dawnych kolonii, zwłaszcza tam, gdzie było ciepło i słonecznie. Takie coroczne wycieczki organizował sobie sam, nie przeglądał żadnych ofert biur podróży. Jednak pewnego dnia, idąc ulicą zobaczył na ruchomym billboardzie reklamę wycieczki na wyspę, której nie pamiętał z żadnej z map, zarówno ze starym jak i nowym nazewnictwem. Wyspa nazywała się Cherry England i ponoć leżała na Atlantyku, u wybrzeży Afryki.

– Co za oszustwo – mruknął do siebie i poszedł dalej. Jednak nie mógł zapomnieć o tym dziwnym zdarzeniu. Prześledził serwisy informacyjne, w których mogłaby się pojawić wiadomość o odkryciu Cherry England. Dotychczas miał wrażenie, że wszystkie wyspy przy afrykańskim wybrzeżu zostały zbadane i naniesione na mapę. Internetowe mapy nie znajdowały takiego miejsca, ale biuro podróży tłumaczyło to niedawnym rozkwitem turystyki w tamtym regionie, który zaczął się od milionera, który kupił tę wyspę (od kogo, tego już nie było wiadomo) i wybudował na niej kompleks willi dla przyjezdnych. Wszystko to wyglądało na porządny „fake” i Anglia, który nagle odkrył w sobie pasję detektywistyczną, nie mógł już spokojnie spać, bo myślał o tym, co się kryje pod tajemniczą ofertą biura podróży.

W końcu postanowił sam przekonać się, gdzie dostanie się po odbyciu lotu na Cherry England. Bilet zabukował na przelot do miejsca o dokładnie takiej nazwie. Teraz wyglądało to na zupełnie prawdziwą lokalizację. Razem z nim leciało tam około siedemdziesięciu osób. Oprócz jednego człowieka w długim, czarnym płaszczu, kapeluszu i okularach przyciemnianych oraz wielkiej płachty gazety, wszyscy podróżni wyglądali jak przeciętni turyści.

Zorientował się, że coś jest nie tak, kiedy zniżyli lot. To nie wyglądało jak wyspa, ale jak wybrzeże i to zdecydowanie nieafrykańskie. Arthur podróżował już tak długo, że miał dobre rozeznanie w tym, nad czym przelatywał.

Kiedy opuścił lotnisko i skierował się na parking taksówek tuż przed nim znalazł się dziwny podróżny w płaszczu.

– Dokąd pan sobie życzy jechać? – spytał poprawiając okulary i wskazując na jeden z samochodów.

– Do willi numer dwa przy Słonecznej Alei – odparł zaskoczony Arthur. Szóstym zmysłem czuł, że ten mężczyzna wiąże się z tajemnicą wyspy, na której rzekomo się znalazł.

Wszystkie elementy układanki znalazły swoje miejsca i zagadka Cherry England została rozwiązana, kiedy Arthur relaksował się w jacuzzi w willi.

– Cholera! Pierdolony żabojad! – zaklął Anglia wyskakując na wyłożoną kafelkami podłogę w łazience omal się nie przewracając. Już po chwili wybrał numer Francisa i z niecierpliwością czekał na odebranie.

– Już jesteś? – zdziwił się Francja.

– Nie, czemu? I gdzie, według ciebie, jestem? – odpowiedział poirytowany Anglia.

– W wil- jednak Arthur nie dał mu dokończyć.

– Możesz mi, do kurwy nędzy, wytłumaczyć, dlaczego mnie tu jakimś cudem ściągnąłeś?! – krzyknął.

– Kochany, wiesz po co– odparł Francja, a Anglia wyobraził sobie jego minę, kiedy to mówił i zalała go jeszcze większa fala gniewu.

– To prawie jak kidnapping! Wiesz, co to znaczy?! Pójdziesz siedzieć!

– Ale nie przyznasz, że cała intryga nieźle mi wyszła? – powiedział przekornie Francja.

– Tak! To znaczy nie wyszła!

– Ale przyjechałeś, kochany – zauważył Francis łagodnie. – Otworzysz mi?

– Spadaj, cholerny perwersie!

Anglia rozłączył się i usiadł bezradnie, wprost na podłodze. Przeczesał palcami wilgotne włosy. Jego policzki i czoło było rozpalone jak w gorączce.

– Spokojnie, to palant – powiedział na głos opanowując emocje. – Nic mnie nie obchodzą jego uczucia. Uczucia!

Jeszcze tego samego dnia spakował się z powrotem i kupił bilet na samolot. Rozważał jeszcze, czy może warto w końcu spróbować przemówić do rozsądku Francisowi, że ich związek nie ma sensu, nawet na jedną noc, bo… on chce czegoś więcej, a z Francją to niemożliwe. Francis kocha dla piękna miłości i nieważne kogo. Przynajmniej dla żabojada nieważne. Arthur westchnął, jego arystokratyczne maniery nie pozwalały na bycie z kimś takim. Zresztą, po co się tak męczyć i być z najczulszym kochankiem, który pamięta o nim w przerwach między zachwycaniem się sztuką a flirtem z kolejnymi ludźmi dla samego uczucia miłości? Ktoś musi się poświęcić w takim wypadku.

Arthur chciał trzymać się swoich dawno ustalonych zasad, dlatego wyjechał nie spotkawszy się wcześniej z Francisem.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s